środa, 2 sierpnia 2017

Polska jest pyszna: Gdzie smacznie zjeść w Trójmieście?

Łasuchostwo się mnie trzyma... Rozważając czym by tu się z Wami podzielić w pierwszej kolejności po powrocie z urlopu bezwiednie wpisałam tytuł posta: gdzie smacznie zjeść w Trójmieście? Podobno przez żołądek można trafić do serca. Cóż, potwierdzam, że kilka miejscówek znacznie przybliżyło moje serce ku Trójmiastu. Zatem jeśli wybieracie się nad Zatokę chwytajcie subiektywny przewodnik pysznych miejscówek.

PIEROGARNIA MANDU, Gdańsk

Niekwestionowanym numerem jeden jest Pierogarnia Mandu przy ul. Elżbietańskiej 4/8 w Gdańsku (blisko dworca głównego). Muszę przyznać, że jestem szczerze zdziwiona, że przygotowując się do urlopu w Trójmieście i przeglądając opinie o lokalnych miejscówkach jedzeniowych ani razu nie natrafiłam na hasło MANDU! Całe szczęście w kryzysowej chwili poratował nas wujek Google i to chyba najlepszy tip jaki w życiu nam podrzucił. Miejsce to nasz ewidentny Number One! 


Na wejściu dziewczyny lepiące ręcznie pierogi - PLUS. 

Świetna organizacja sali - przy wejściu spytano nas o ilość osób przy stoliku, kazano poczekać i po chwili zostaliśmy poprowadzeni do stolika (co najmniej jakby tu były dwie gwiazdki Michelin!) - PLUS. 


Po złożeniu zamówienia podano nam orientacyjny czas oczekiwania na danie i poinstruowano, że w czasie, między zupą, na którą czekamy 5 minut, a pierogami na które trzeba poczekać 55 minut, dzieciaki mogą się bawić w specjalnie dla nich przygotowanym kąciku - PLUS. 


Kelnerka opiekująca się naszym skrzydłem super. Niesamowite, acz nieprzesadzone zaangażowanie, zainteresowanie i profesjonalizm. PLUS.

No i najlepsze: JEDZENIE... Palce lizać, miód malina i w ogóle mniam! 

Zupa pomidorowa z ręcznie robionym makaronem jak za dawnych lat. Chcę się takiej nauczyć robić!


Pierogi (u nas z mięsem z dzika, gruzińskie chinkali i pieczone z bananem i sosem czekoladowym) niesamowite! 


Ceny przystępne. 


Atmosfera miejsca cudowna! Dźwięk sztućców, gwar rozmów. Rewelacja! Rzadko jestem pod takim wrażeniem miejsca. Gratuluję całej załodze!


NALEŚNIKOWO, Gdańsk

O drożyźnie na gdańskiej Starówce krążyły różne legendy jednak dzięki wiedzy zdobytej przed wyjazdem z wielu "opiniotwórczych" portali turystycznych wyłuskałam całkiem przystępne Naleśnikowo przy ul. Ogarna 125 (ulica równoległa do Długiej). Do tego bardzo syte! Miejsce serwuje m.in. - jak sama nazwa wskazuje - wszelakiej maści naleśniki i dania im podobne, jak zamówione przez nas spaghetti z ciasta naleśnikowego. Do dzisiaj zachodzę w głowę jakim cudem na talerzu nie znaleźliśmy jednej wielkiej kluchy, tylko całkiem zgrabne niteczki w całkiem niezłym sosie.






Porcje były naprawdę duże, dla dziecka nie do przejedzenia, a i dorosły ledwo mieścił taki arsenał. Sęk w tym, że trafiliśmy tam nieco po 14tej czyli grubo po ustawowej drzemce panny Lei, która postanowiła zbojkotować naleśnikowe menu. Akceptowała wyłącznie koktajle owocowe (pycha!) i maminą pierś, którą dyskretnie się nakarmiłyśmy równocześnie upewniając się, że obsługa nie wnosi zastrzeżeń (matki karmiące, macie zielone światło:)





Wystrój trochę napaćkany, ale do jedzenia zastrzeżeń brak, a i miniaturowej wielkości kącik zabaw się znalazł... także ten tego... polecamy.


CIUCIU MANUFAKTURA SŁODYCZY, Gdańsk

Trafiliśmy do niej spacerując w letnim deszczu po Starówce. Moje oko przyciągnęły wielkie lizaki rodem z coraz to dziwniejszych filmów z Johnnym Deepem. Toteż weszliśmy i... akurat trafiliśmy na pokaz robienia cukierków. Sam pokaz nie był zbyt spektakularny, bo cóż wspaniałego w ugniataniu kolorowej brei na zwykłym kuchennym blacie? Jednak efekt końcowy, którego niestety nie udało mi się uwiecznić na zdjęciu, wzbudził podziw i owszem. Maleńkie cukierki cięte z długiego "węża", a w środku wzór biedronki robił mega wrażenie!









Kilka tygodni po powrocie do domu skonsumowaliśmy kupionego tam kręconego lizaka i rzeczywiście smakował tak jak można by się tego spodziewać po hand-made'owym lizaku (cokolwiek to znaczy). Także jeśli będziecie akurat spacerować ul. Długą w Gdańsku - zatrzymajcie się na słodkie co nieco.

PĄCZKARNIA, Gdynia

Miejscówkę tę wylookałam na Mammamija.pl Autorzy zakończyli swój wpis o Gdyni tak niepozornie, że niby na pocieszenie, że najsłynniejsze pączki w Gdyni... Zapisałam. Wychodząc ze stacji SKM od razu skierowałam azymut na Świętojańską. Ten zapach chyba nas podświadomie przywoływał, bo właściwie bez mapy i GPSa sami mknęliśmy uliczkami w kierunku właściwym. I oto na rogu rzeczonej Świętojańskiej i ul. 10 Lutego (data urodzin mojego brata doczekała się swojej ulicy!;) ujawniła się ona... W pierwszej chwili lekki zawód, bo z zewnątrz, tuż przy ruchliwym skrzyżowaniu ze światłami, miejsce to nie zapowiadało tego co zdarzyło się chwilę później...


Sama niewielka ilość pączków różnej maści dała mi pozytywny sygnał, że będzie tu świeżo. Leżące na blasze obok gotowe drożdżowe kółeczka z surowego ciasta sygnalizowały, że w miarę zapotrzebowania na bieżąco smaży się tam świeże wypieki. Lukrom, posypkom nie było końca, ale to w końcu wakacje! A sam pączek... pierwsza klasa! Spacerując dużo później bulwarem nadmorskim i dojadając resztki kupione na zapas zgadaliśmy się z parą Gdynian z małą dziewczynką. Potwierdzili, że przed Tłustym Czwartkiem kolejka przed tym miejscem nie ma końca. Mniam.




FEED MY SOUL BISTRO, Gdynia  

W porze obiadowej skierowaliśmy swe kroki do Feed My Soul Bistro. Lokal niewielki, w stylu wejść-zjeść-wyjść. Ale jak zjeść! Tego dnia serwowano zupę kalafiorową (spora miska za 5 zł!) tak gęstą i bogatą w smaku, a do tego wegetariańską. Bo to miejsce kultywujące tradycje bezmięsne. Czuć, że chodzi tu o coś więcej niż tylko wrzucenie do gara dwóch marchewek i selera na krzyż. Wypisana na tablicy lista warzyw składających się na ten smakowy majstersztyk była tak długa jak długa może być podróż z Dolnego Śląska na Pomorze:) I podobnie jak cel podróży był bardzo zadowalający tak i smak zupy na długo pozostanie w pamięci moich kubków smakowych.


Lea pochłonęła zielony koktajl owocowo-warzywny ciesząc tym samym moje matczyne serce (niewidzialne witaminy rulez!).


Początkowo dzieci zbojkotowały zupę, ale po chwili matczyne sposoby chwyciły. Leo zajadał łyżkę zupy za każdy pociąg, trolejbus, autobus i bus, który przejeżdżał po drugiej stronie szyby. Tym sposobem wsunął w mgnieniu oka całą pyszną zupę. Na drugie danie zwyczajnie nie starczyło nam miejsca... Zupa była tak syta i aromatyczna, że spasowaliśmy. Bardzo bardzo polecamy! ul. Świętojańska 135 Gdynia (w internetach piszą, że mają też filię w Gdańsku przy placu Dominikańskim 1).


BAR PRZYSTAŃ, Sopot

Wpadliśmy tam ze znajomymi Białorusinami, którzy też akurat wakacjowali w Trójmieście właściwie z dwóch powodów: po pierwsze podobno podają tam najlepszą zupę rybną, a po drugie lokal usytuowany jest na plaży, więc zanim człowiek swoje odstał w kolejce dzieciaki mogły bezkarnie korzystać z uroków Bałtyku. Niestety ludu tam co nie miara, a dźwięki cymbergaja skutecznie uprzykrzały mi konsumpcję. Jednak przyznać trzeba, że Zupa Rybaka rzeczywiście wymiata. To taki niby rosołek tyle, że zamiast udka czy szpondru wołowego pływają w niej duże kawałki dorsza. 16 zł za miskę to cena adekwatna do smaku. Polecam.




POMARAŃCZOWA PLAŻA, Sopot

Ponieważ zaczęłam ten wpis od najmocniejszego punktu programu (Mandu) to skończę chyba najsłabszym. Macie czasem takie uczucie, że coś nie gra? Niby fajna lokalizacja (tuż przy plaży), niby fajna infrastruktura i styl wnętrza, plac zabaw dla dzieci tuż przy stolikach, smaczna szarlotka, uprzejma kelnerka... Nawet ta mucha, która wpadła do świeżo wyciśniętego soku nie zepsuła ostatecznej oceny... Po prostu czegoś temu miejscu zabrakło. Klimatu? Dobrze pojętego gwaru? A może to już zmęczenie?




Mam nadzieję, że ten wpis Wam pomoże. Dajcie znać jeśli uda Wam się odwiedzić którąś z tych miejscówek. Jestem bardzo ciekawa czy podzielacie moją opinię. A może macie inne ulubione miejsca na kulinarnej mapie Trójmiasta?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz. Miłego dnia!
Thank You for Your comment. Have a nice day!