A rano klops! Nie wiem czy to zupełnie inne spojrzenie na śnieżny krajobraz w - bądź co bądź - pierwszy dzień meteorologicznej wiosny! Czy może niebo zasnute chmurami, które to chmury zdaje się dosięgnęły też i mego czoła. No nie wiem co to takiego, ale energia ze mnie zeszła. Radość życia uleciała.
I wtedy to wyszłam wieczorem na umówione wcześniej spotkanie. Na wstępie ogłosiłam wszem i wobec stan mej duszy, by po dwóch godzinach znów cieszyć się życiem, znów patrzeć na nie jakby przez różowe okulary. Co się stało?
Podjęłam decyzję. Wyjdę z domu. Okażę wierność i odpowiedzialność nie olewając umówionego spotkania. W efekcie usłyszałam dużo pozytywnych, budujących słów. Tak jak pisał Salomon:
"Miłe słowa są jak plaster miodu, słodyczą dla duszy i lekarstwem dla ciała"
Przypowieści Salomona 16:24
Zdałam sobie sprawę jak ważne jest to z kim przystajemy. Jak wiele razy korci nas by w momencie doła, czy gorszego dnia znaleźć kompana do ponarzekania, do poużalania się nad swoim losem, do wyciągnięcia spod lady wszystkich brudów i bolączek codzienności. Tymczasem istota sprawy polega na jednym: na podjęciu decyzji, która zmieni bieg dnia i pozwoli rzeczom dobrym zadziać się i skierować nas z powrotem na właściwe tory.
Nagle wszystkie pozytywne rzeczy z ostatnich dni zaczęły się wyostrzać:
- spotkanie z jedną z mam zapoznanych w Leonowym przedszkolu, które potwierdziło mi po raz kolejny, że czasem nawet jeśli zna się kogoś głównie wirtualnie (zajrzyjcie na bloga Marty) warto dać sobie szansę na rozwój takiej znajomości w realu; wartościowi ludzie to dobra inwestycja!
- moje i Leona niedzielne wyjście tylko we dwoje na spacer i... po raz pierwszy w życiu (o ile mnie pamięć nie myli) na lody do McDonald'a - za największy sukces uważam fakt, że nasz syn nie robił afery o HappyMeal'e, które zauważył u dzieci na sąsiednim stoliku; po prostu cieszył się tym, że razem z Mamą mógł spędzić czas i zjeść loda z polewą truskawkową (choć truskawek nie lubi!)
- wczorajsze załatwianie spraw i małe zakupy bez Lei (nieoceniona pomoc Babci w opiece nad wnusią!); tylko mamy cycoholików wiedzą co znaczy taka godzinka wyłącznie dla siebie, choć to nie spa, tylko zakupy w rybnym, wykupienie recepty w aptece i trafienie w końcu w piekarni na ulubiony chleb z nasionami chia, który zwykle gdy do niej docieram jest już wykupiony
- zainspirowanie pani w pralni do wiary w cuda (gdy patrzyłyśmy obie na żakiet, który przyniosłam do czyszczenia usłyszałam, że zrobią co się da, ale cudów nie obiecują, na co odparłam z uśmiechem, że ja wierzę w cuda:)
- rozmowa z panem tankującym mi gaz na stacji, który stwierdził, że bardzo mu miło, że pamiętam naszą rozmowę sprzed miesiąca, gdy uskarżał się na kontuzję po przenoszeniu mebli
- wczorajszy telefon od przyjaciółki tak bez powodu, po prostu by spytać jak się miewamy
- wygrana zestawu od Pink No More w internetowym konkursie na blogu Enjoy Your Home
Zatem nie ważne jak zacząłeś ten dzień. Ważne jak go kończysz. Jaką decyzję podjąłeś?