poniedziałek, 13 lipca 2015

Myszka Miki Na Urodzinach 3-latka

Jak to się życie przez trzy lata potrafi zmienić! Dociera to do mnie właśnie teraz, gdy niespełna 8-tygodniowa Lea śpi sobie słodko tuż obok, a przyjęcie urodzinowe Leona odchodzi powoli do strefy wspomnień. Tak, to właśnie trzy lata temu nasze życie wywróciło się do góry nogami, gdy na świecie pojawił się nasz pierworodny. W sobotę - troszkę przed czasem - świętowaliśmy ten zwrot akcji serialu zwanego życiem.

O przygotowaniach do przyjęcia z okazji trzecich urodzin Leona myślałam od jakichś dwóch miesięcy. Szkoda tylko, że do realizacji zabrałam się dwa dni przed... Mam siebie jednak za usprawiedliwioną, bo przecież w między czasie urodziłam córkę zaliczając tym samym kolejny siedmiomilowy krok.

Po zdetronizowaniu Peppy (choć jeszcze nie do końca) ulubioną postacią naszego syna chwilowo pozostaje Myszka Miki. Nie było więc problemu z tematem przewodnim. Przyjęcie odbyło się w, idealnym na takie okazje, ogrodzie dziadków. Ponieważ wiek dzieciaków oscylował między 2 a 5 zasadnym było zorganizowanie im czasu. Jeśli przed Wami impreza dla 2-3-4-latka może skorzystacie z naszych atrakcji?

KOLOROWY BALONIK

Do drzew w ogrodzie przywiązano po jednym baloniku, każdy w innym kolorze. Dzieci wraz z opiekunem (tu Tatą Leonka, który spisał się w tej roli wyśmienicie!) tańczą w kółku w rytm muzyki. Gdy muzyka milknie dorosły woła kolor balonika, który należy znaleźć. Dzieciaki biegną do drzewa na którym wisi poszukiwany balonik i dotykają go. Tak proste, a tak skuteczne. Dzieci wkręciły się w tę zabawę... a i dorośli mieli ubaw.

PORTRET

W zabawie brały udział dzieci i rodzice. Maluchy musiały położyć się na kartce papieru, a rodzice odrysowywali ich kształt. Potem razem uzupełniali rysunek. A w nagrodę dzieci dostały pieczątki na rękę, lub jak kto woli tatuaże... :)






KOLOROWANKI

Po zabawach ruchowych, które przeplatane były smakołykami, przyszedł czas na "wyciszenie". Dzieci dostały kartki z Myszką Miki, kolorowe kredki i oddały się sztukom plastycznym.







INNE ATRAKCJE OGRODOWE

W ogrodzie nie zabrakło:

• tablic do rysowania kredą


• basenu z wodą pamiętającą zeszłotygodniowe upały, która tego dnia nadawała się świetnie do podlewania trawy i kwiatków babci Jasi



• huśtawek


• no i oczywiście smakołyków


kompot truskawkowy

słomka ptysiowa • żelki misie • sezamki • arbuz 


 sałatki • chrupki


domowe lody Bounty w spersonalizowanych kubeczkach


galaretki owocowe • domowa lemoniada

A ponieważ to przyjęcie urodzinowe był również piękny, tęczowy tort Myszka Mickey'owy zrobiony przez ciocię Martę no i prezenty, które zostały chwilowo przyćmione przez długą paczkę gum Mamba ;)













Wychodząc dzieci dostały malutkie podziękowanie za wspólną zabawę. W opakowaniu ukryty był batonik owocowy


Naszemu solenizantowi życzymy satysfakcjonującego dzieciństwa!

sobota, 20 czerwca 2015

Wyjątkowy Czerwiec

To niewiarygodne, ale dziś Lea skończyła miesiąc! We czwartek położna oficjalnie awansowała ją z noworodka na niemowlaka. Czas tak pędzi... ani się obejrzymy a skończy podstawówkę, zda maturę i wybędzie z domu na studia:) Ale póki co jest z nami i daje nam tyle radości! Zupełnie tak jak jej starszy brat! I choć wiele rzeczy robi się teraz w tak zwanym "międzyczasie" (od karmienia do karmienia) i zdarza się, że telefon od męża z krzyczącym w tle głodomorem sprowadza mnie z zakupów dużo szybciej niż bym sobie tego życzyła, to jednak za nic nie zamieniłabym tego czasu.



Do tego mamy czerwiec. Jeden z moich ulubionych miesięcy w roku.

Dwa dni temu świętowaliśmy z mężem dziesiątą rocznicę ślubu. To niezwykłe móc usiąść we dwoje, zatrzymać się na chwilę i wrócić wspomnieniami do tego co już za nami. Wyzwala to ogromną wdzięczność. Pomimo kryzysów przez które przechodziliśmy, chyba jak każde małżeństwo, obecnie mogę powiedzieć, że doświadczamy lat tłustych. Wspaniałe jest jednak to, że zawsze może być jeszcze lepiej, dlatego też z ufnością patrzymy w przyszłość starając się uczynić wszystko co możliwe by w tej sferze relacji również móc powiedzieć, że żyjemy satysfakcjonującym życiem.



Te czerwcowe dni to też szczególny czas, gdyż moje dwie przyjaciółki przyleciały z Anglii, chyba pierwszy raz w tym samym czasie, i możemy wspólnie cieszyć się spotkaniami, choć ich charakter zmienił się diametralnie odkąd w centrum uwagi są nasze maluchy.



Czerwiec to też truskawki... i choć jestem matką karmiącą postanowiłam zacząć ostrożnie z ich konsumpcją i obserwować stopień ewentualnej wysypki na skórze mojego maleństwa. Ponieważ właściwie niewiele do tej pory zauważyłam, dziś po raz kolejny upiekłam ciasto z truskawkami z przepisu Blue Spoon. Tak proste, że aż pyszne w swej prostocie.









A jak Wam mija czerwiec? Buziaki x

wtorek, 2 czerwca 2015

Dzieckiem być przez całe życie

Moje dzieciństwo wspominam jako błogie i radosne. Przyjaźnie, które wtedy zawiązałam trwają do dzisiaj i zdaje się, że nic ich nie jest w stanie unicestwić. Wspomnienia kąpieli w beczce po wapnie obok naszego wtedy budowanego domu; namiotów tworzonych na balkonie z koców, ręczników i innych pledów; strachu przed szczypawicami, gdy w końcu udało się namówić rodziców na pozwolenie spędzenia nocy w namiocie w ogrodzie; zabawy w podchody na odcinku od osiedla do osiedla...

Do dziś czuję się wyjątkowo, gdy mój tato, jak co roku, dzwoni do mnie z życzeniami w Dniu Dziecka. To bardzo miłe, pomimo moich niespełna 32 lat...

A choć nasze maluchy jeszcze zbyt świadome swego święta nie są to i tak miło było obdarować je drobiazgami. Leo skupił swoją uwagę głównie na prezencie dla Lei hihi, ale ponieważ jedyne czym jego mała siostrzyczka jest obecnie zainteresowana to wygodna poduszka do spania i dwa pełne mleka cycki mamusi, tym razem obyło się bez bójki:)



Lampka LED Królik okazała się zmieniać kolory, co w pierwszej chwili wydało mi się niezłym kiczem, ale po chwili biłam się w pierś, gdy Leon machając przed oczyma swojej 12-dniowej siostry wołał: - Zobacz czerwony, zielony, żółty... Bezcenne!


 
Ponieważ od jakiegoś czasu zmagamy się z etapem niejadka pomyślałam, że nowy talerz i kubek to dobry pomysł na prezent. W sklepie Sweet Village wybrałam te z melaminy firmy Rice z serii Fun Car. W pierwszej chwili myślałam, że prezent nietrafiony, bo większego entuzjazmu nie było. Zrzucam to jednak na barki Peppy, z którą - poza Myszką Miki - nikt nie jest w stanie obecnie konkurować:) Sytuacja została jednak uratowana dziś rano, gdy Leo zapytał: - A gdzie jest mój talerzyk i kubeczek? Po chwili pobiegł do torby z której wczoraj wyciągał drobiazgi i gdy tam ich nie znalazł ponowił pytanie: - A gdzie jest mój talerzyk i kubeczek? Chwilę potem gasił pragnienie pijąc sok ze swojego nowego kubeczka i dojadał trzy ekologiczne mini-herbatniki firmy Anna, które wciąż leżały na talerzyku:)

Wczoraj też nie mogło zabraknąć spaceru z rodzicami i siostrą, lodów, podskoków w dmuchańcu na festynie przed ratuszem i tego co zwyczajne niezwyczajne... 
czyli kilkunastokrotnie wypowiadanych przez nas codziennie (nie tylko w Dzień Dziecka!) słów:
KOCHAM CIĘ, JESTEŚ NASZYM SKARBEM, JESTEŚ PIĘKNY, MĄDRY... etc. 
Bo przecież żadne wielkie prezenty, ani małe drobiazgi nie są w stanie zastąpić relacji miłości między dzieckiem a rodzicem... Zatem jak najwięcej takich właśnie słów życzę Wam w Waszych domach!

środa, 27 maja 2015

Zdążyłam, nie zdążyłam

Mija tydzień od dnia, gdy Lea przeszła na jasną stronę mocy...

Poprzedzające ten fakt pięć dni spędzonych w szpitalu (heh to okropne nadciśnienie) sprawiły, że z wieloma rzeczami nie zdążyłam. Fura ubranek do wyprasowania, internetowe zakupy butelek, pieluch, wkładów i majtek poporodowych (które i tak nie dotarły na czas), remont pokoju dzieciaków, zapasy jedzenia w zamrażarce... no nie zdążyłam!

Racjonalizm, który nas dopadł był z jednej strony zrozumiały, bo ponoć do drugiej ciąży podchodzi się zupełnie inaczej. Patrząc jednak z dystansu tygodnia po porodzie myślę sobie, że stał się chyba jednak złym doradcą. Ja, która lubię mieć wszystko zaplanowane, poukładane, zapisane w kalendarzu, nagle zderzam się z rzeczywistością "od-do". Od karmienia do karmienia. A w między czasie nadrabiam zaległości. Prasuję ubranka o piątej nad ranem, kupuję pieluszki flanelowe, gdy mała ucina sobie popołudniową drzemkę. Gotuję obiad tuż przed przyjściem chłopaków z pracy i żłobka. Nawet kwiaty dla mamy w dniu wczorajszego święta wiozłam wieczorem na jednej nodze, byle by zdążyć z powrotem do domu przed kolejnym wezwaniem do karmienia.

Jest jednak coś co zdążyłam zrobić... Zdążyłam stworzyć z moim mężem ciepły dom, od zeszłej środy już z dwójką małych wielkich skarbów. Zdążyłam rozpocząć przygodę podwójnego macierzyństwa. I mimo wielu innych rzeczy, których nie zdążyłam zrobić, uczę się każdego dnia by zdążać cieszyć się chwilą...



poniedziałek, 25 maja 2015

poniedziałek, 4 maja 2015

Final Countdown

Mamy maj! Pozostał dokładnie miesiąc do planowanego terminu porodu. Większość zapewne miałaby już wszystko przygotowane, zapięte na ostatni guzik, walizka do szpitala spakowana, akcesoria dla niemowlaka kupione... A my?

A u nas rozpoczął się remont sypialni, która od teraz będzie pokojem dziecięcym. Maluchy wyeksmitowały tym samym rodziców na sofę do salonu, by zawłaszczyć osobne 18 metrów kwadratowych. To fascynujący czas, bo choć nic nie wskazuje na to, by nasza córka przyszła na ten świat szybciej niż to zaplanowane, jest jakiś dreszczyk emocji w tym, że wszystko w domu porozwalane, zapach farby wciąż się unosi, a drobiazgi, bibeloty oraz rzeczy niezbędne znajdują się i owszem... ale póki co na liście zakupowej w mojej głowie.

W ostatnich dniach korzystamy z dobrodziejstw wiosny i odwiedzamy: najpierw brata mojego męża, potem mojego brata, by na tym zakończyć wojaże i spokojnie spędzić maj - jeden z najpiękniejszych miesięcy - na przygotowaniach i radosnym oczekiwaniu.

Właśnie podczas odwiedzin we Wrocławiu tydzień temu udało mi się wyskoczyć z bratową na targ staroci pod Młyn Sułkowice. Jak na złość padła nam bateria w aparacie, ale mogę zapowiedzieć, że znalazłam kilka perełek do nowego pokoju dzieciaków, którymi na pewno niebawem się pochwalę. Poza tym Leo po raz pierwszy odwiedził zoo...




... i jechał tramwajem :)




Teraz już tylko pozostaje mu oswajać się z myślą, że za miesiąc pozna swoją siostrę i mam nadzieję, że będzie to początek trwałej, nierozerwalnej więzi, która przetrwa do końca ich dni.